fbpx
Artur Szaflik

Pytanie o to, dlaczego leżę, jest dość skomplikowane. Choć w sumie nie… Pytanie jest proste, ale odpowiedź złożona.

Zaraz po wypadku, gdy byłem już w Reptach Śląskich na rehabilitacji, zaczęto mnie pionizować i sadzać na wózek.

Początki były trudne. Nieraz miałem czarno przed oczami. Traciłem też przytomność, co było spowodowane zbyt długim leżeniem. Można powiedzieć, że mój organizm “odzwyczaił się” od pozycji pionowej.

Jednak z biegiem czasu zacząłem normalnie siedzieć. Nauczyłem się ubierać, operować wózkiem czy przesiadać z czyjąś pomocą z łóżka na wózek.

Pamiętam, jak śmigałem z kumplami po szpitalnych korytarzach jak tajfun, z driftem na zakrętach obkręcając się na filarach budynku. Gdy wreszcie nadszedł czas powrotu do domu, myślałem, że będzie tak samo, jak w szpitalu i że bez większych problemów dam sobie radę.

Początki w domu były świetne — mnóstwo ludzi, non stop na dworze, czysta rekreacja, gra w siatkówkę na podwórku, wyjazdy nad wodę, imprezy… Jednak po jakimś czasie rzeczywistość zweryfikowała moje wyobrażenia.

Któregoś dnia, podczas pomocy przy ubieraniu, mama zahaczyła pierścionkiem o moją kość ogonową i w wyniku tego zrobiła się w tym miejscu niewielka rana. Pomyślałem, że to drobiazg, że tylko założę opatrunek i pojadę na dwór.

Po około 8 godzinach wróciłem do domu. Mama pomagała mi się rozebrać i gdy ściągnęła opatrunek, by zobaczyć ranę usłyszałem tylko: O Boże…

Okazało się, że przez te kilka godzin opatrunek, zamiast pomagać, zaszkodził, ponieważ przy takim upale odparzył całą kość ogonową i to aż do fioletowej barwy. Trzeba było wzywać chirurga. Ten stwierdził martwicę tkanki i oznajmił, że trzeba ciąć.

Rana po zabiegu miała około 10 cm. Stało się jasne, że przez jakiś czas będę mógł pomarzyć o siedzeniu na wózku, a nawet o leżeniu na plecach. Pozostało tylko leżenie na bokach, co po kilku miesiącach skutkowało kolejną odleżyną na biodrze.

Niestety ją też trzeba było operować chirurgicznie. Zanim odleżyny się zagoiły, minął rok i gdy po tak długiej przerwie usiadłem na wózek, okazało się, że mam problem z siedzeniem, zaczynam się pocić i mam dreszcze.

Pytałem lekarzy, ale nikt nic nie wiedział. Jak w czeskim filmie. Jeden zdobył się na taką oto odpowiedź: Taki pana urok. Czego się pan spodziewał, mając taki paraliż?

Mój stan (w wyniku różnych okoliczności, w których szczegóły nie chcę wchodzić) się pogarszał, aż w końcu po kilku latach postawiono diagnozę — rotacyjne skrzywienie kręgosłupa i przesunięcie miednicy, powodujące w trakcie siedzenia ucisk na nerw i kiepskie samopoczucie.

Oczywiście w międzyczasie wychodziłem na dwór, ale coraz rzadziej. Zdarzały się też kilkudniowe wyjazdy — do Spały, na obóz aktywnej rehabilitacji czy z przyjaciółmi w góry.

Teraz sytuacja wygląda tak, jak wygląda. Czasem gdzieś wyjdę, ale głównie leżę i mimo wszystko nie jest źle. Przecież ktoś musi być w centrum dowodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Skip to content