fbpx
Krzysztof Filipiak

Niemal dziesięć lat temu w kinach pojawił się film o młodzieńcu z nieciekawą przeszłością, którego do opieki nad sobą zatrudnia… sparaliżowany milioner. Dekadę później „Nietykalni” nadal cieszą się szaloną popularnością, a temat niepełnosprawności na dobre zadomowił się na wielkim ekranie i nie tylko. Wystarczy sprawdzić, kto zasiadł na Żelaznym Tronie w ostatnim sezonie „Gry o Tron”.

Dziś podrzucam Wam 3 moim zdaniem najlepsze i najciekawsze filmy z niepełnosprawnością w roli głównej. Kolejność nie ma znaczenia.

Uwaga: mogą pojawić się drobne spojlery.

Sesje

Na początek film, który przełamuje jedno z największych społecznych tabu – seks osób z niepełnosprawnością. W „Sesjach” nie brakuje dość odważnych, także rozbieranych scen, czy pozornie kontrowersyjnych wątków. Jednak temu trudnemu i ważnemu tematowi towarzyszy taka dawka humoru i błyskotliwych dialogów, że film ani trochę nie przytłacza. Bardzo lubię do niego wracać.

 

Chce się żyć

Napisałem, że kolejność nie ma znaczenia, ale przyznaję, że to mój zdecydowany numer 1. Każdy powinien zobaczyć ten film! Nie tylko dlatego, że jest prawdziwym emocjonalnym rollercoasterem i pozwala widzowi przeżyć chyba każdą emocję z głównym bohaterem (wspaniała rola Dawida Ogrodnika), ale przede wszystkim dlatego, że pozwala nam dostrzec dużo więcej, niż zauważamy na co dzień. Film, mimo że jest mocny, nie jest ani trochę przerysowany. Upewniły mnie w tym pobyty na oddziałach rehabilitacyjnych, które zaowocowały w moim życiu kilkoma znajomościami z osobami zmagającymi się z mózgowym porażeniem dziecięcym – tą samą chorobą, na którą cierpi główny bohater filmu. Gwarantuję Wam, że po seansie, jak trudno by nie było, naprawdę chce się żyć!

Murderball – gra o życie

To jest dopiero kozak film! Nieco inny niż dwa poprzednie, bo to dokument, ale trzyma w napięciu równie dobrze, co filmy fabularne. Murderball opowiada historię kilku chłopaków, reprezentantów USA w rugby na wózkach, którzy pokazują, że pomimo napotkanej tragedii, nie ma miejsca i czasu na łzy, lament czy użalanie się nad sobą. Z autopsji wiem, że takie stany i emocje często towarzyszą człowiekowi, który nagle, będąc na „życiowym szczycie”, zostaje kaleką.

 

Pierwszy raz zobaczyłam Murderball 13 lat temu, rok po swoim wypadku. Trochę zazdrościłem wtedy chłopakom tego, w jakiej są formie i jak sobie radzą w życiu. Sam byłem świeżo upieczonym tetrusem, który z dużym trudem jeździł po szpitalnym korytarzu, pokonanie 20 metrów było dla mnie dużym wyzwaniem. Którego dwie dorosłe osoby musiały sadzać na wózek, a później wkładać z powrotem do łóżka. Który nie mógł podrapać się po głowie, bo ręki tak wysoko nie podnosił. Na szczęście ten czas mam już za sobą. I dziś, kiedy wracam do Murderball to przede wszystkim po to, żeby sobie regularnie przypominać, jak dobrze jest żyć i że naprawdę warto marzyć.

W tajemnicy zdradzę wam też, że w Leżę i Pracuję mamy takiego jednego kozaka, który jest zapalonym rugbystą. Na imię ma Łukasz i nieźle zamiata przeciwników na parkiecie.

Temat niepełnosprawności w kinie jest tak ciekawy i coraz bardziej rozbudowany, że to zestawienie pewnie mogłoby mieć 33 pozycje, a nie tylko 3. Zależało mi jednak, by podzielić się z Wami moim prywatnym, bardzo osobistym odbiorem tych filmów. Jeśli macie ochotę na więcej, to łapcie jeszcze kilka tytułów, które warto znać: „Teoria wszystkiego” z Eddiem Redmaynem, który wciela się w postać Stephena Hawkinga, “Rust and Bone” z Marion Cotillard, czy “Motyl i skafander” z Emmanuelle Seigner.

Jak już będziecie po seansach, koniecznie dajcie znać, jak się podobało!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Skip to content